Ale wszystko jest już dobrze, a Nela, po przyjeździe do domu, dostała takiego powera, że już nie zasnęła (a zawsze śpi dwa razy w ciągu dnia) i padła dopiero po 21. A humor miała doskonały... :-). Gdzieś w podświadomości została jednak maleńka obawa, co jeszcze się zdarzy, czy zawsze będziemy mieć takie szczęście (jednak!), czy jesteśmy na wszystko dobrze przygotowani... A może nie ma się co martwić na zapas... tylko cieszyć się tym co jest. I być przygotowanym :-).
wtorek, 18 listopada 2008
W domu najlepiej...
Już w domu... Trochę nas jeszcze przetrzymali, tak dla pewności (bo gorączka spadła już w piątek), bo Nela i tak stanowiła dla wszystkich dość "ciekawy okaz". Pielęgniarki i salowe mówiły, że nie pamiętają kiedy ostatnio było u nich dziecko z rurką, co tylko pokazuje jak rzadki to jednak przypadek jest...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz