sobota, 15 listopada 2008

Szpital

Milczymy, bo Nela w poniedziałek trafiła do szpitala :-(. Najpierw zagorączkowała, potem było groźnie, bo Nela dostała drgawek gorączkowych, i wyglądało to na tyle strasznie (szczególnie dla kogoś, kto styka się z tym po raz pierwszy, a swoją drogą warto o tym przeczytać !!!), że skończyło się wezwaniem pogotowia. Pogotowie dotarło w kilka minut, ale na szczęście chwilę przed Nela zaczęła do siebie dochodzić. Zabrali nas jednak do szpitala, no i zostaliśmy. I w sumie dobrze, bo przez kolejne cztery dni gorączka skakała jeszcze do 40 stopni. Od wczoraj jest już lepiej. Uff...

A Nela znosi to wszystko z takim spokojem i pogodą ducha (nawet wtedy, kiedy gorączka była juz bardzo wysoka, po prostu przytulała się do mnie i zasypiała), że nawet przebywanie z Nią w szpitalu nie jest szczególnie męczące :-). Poza jednym - Nela ma juz tak pokłute żyły i zrosty po wcześniejszych pobytach w szpitalach, że ciężko znaleźć żyłę, która jest drożna. Dzisiaj była kłuta cztery razy, zanim udało się (po raz kolejny) założyć wenflon. Przepraszam za drastyczne szczegóły... może powinnam sobie darować... ale to nasza rzeczywistość.

Czytamy więc książeczki (które Nela uwielbia!), bawimy się postaciami zwierzątek, ludzików, karmimy Prosiaczka, oglądamy świat za oknem i ... cieszymy się swoją obecnością (nic nas nie rozprasza, żadne obowiązki, rzeczy do zrobienia, komputer, telewizja, wszystko zostało w domu) i to też jest na swój sposób ... cudowne.

A w poniedziałek może będziemy znów w domu, jeżeli gorączka nie wróci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Moje zdjęcie
To dopiero będzie jazda...