sobota, 13 grudnia 2008

Endoskopia i znów szpital.

Aukcje idą jak burza... i końca nie widać :-), bo prawie codziennie dostaję (moja siostra również) propozycje kolejnych fantów. Fajnie :-). Dziękujemy.

A w przyszłym tygodniu idę z Nelą na kontrolną endoskopię (badanie krtani) do szpitala. Wiem, wiem, obiecałam sobie nigdy więcej tam już nie iść, ale pewne czynniki przeważyły. I tak idę tam z wielką niechęcią i myśl o spędzeniu tam choćby jednej nocy wywołuje u mnie dreszcze, ale konieczne jest sprawdzenie aktualnego stanu krtani Neli i wykonanie filmu z tegoż badania. Poza tym jestem chol... ciekawa co powie lekarz prowadzący Nelę na temat, którego do tej pory unikał, tj. stanu samej krtani i możliwościach jej "naprawy".

Wspomnienia z ostatnich endoskopii i tego, co było potem, mam straszne... ale mam nadzieję, że Nela, teraz starsza, silniejsza, szybciej dojdzie do siebie. Trzymajcie kciuki...

środa, 3 grudnia 2008

Naśladownictwo

A dzisiaj przyuważyłam Nelę, jak próbuje siebie odessać! ... znalazła gdzieś rozpakowany cewnik i zaczęła wkładać go sobie do rurki, naśladując mnie. Komicznie to w sumie wyglądało, bo całkiem fachowe ruchy wykonywała, a to taki mały szkrab. Ale zadziwiła mnie też, bo Nela nie znosi odsysania i broni się przed tym, jak może, a tu proszę... postanowiła jednak zabawić się w odsysanie, może to jak "zaklinanie złego" :-). Ale to tylko pokazuje, że Nela realizuje coraz więcej własnych pomysłów. Rozwój umysłowy w tym wieku nabiera szalonego tempa, jak chyba już nigdy potem. Właściwie codziennie Nela czymś zaskakuje, jakimś nowym pomysłem... Cudownie się to obserwuje... :-).

Chciałabym też podziękować wszystkim, którzy biorą udział w licytacjach aukcji dla Neli. Prawdę mówiąc rozmach tego przedsięwzięcia oraz Wasz liczny w nim udział przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Nic więcej powiedzieć nie umiem... po prostu dziękuję. Nela też Wam to kiedyś powie. Obiecuję.

wtorek, 2 grudnia 2008

Przyszłość, przeszłość, teraźniejszośc

Uświadomiłam sobie kilka dni temu, że zanim pozbędziemy się rurki (w co w końcu cały czas wierzę!) minie jeszcze conajmniej rok :-(. Bo przecież sama operacja nastąpi pewnie nie wcześniej niż kwiecień-maj, a to dopiero pierwszy etap. Drugi, czyli samo usunięcie rurki (fachowo nazywa się to dekaniulacją) nastąpi po kolejnych 4-6 miesiącach... co daje nam razem conajmniej rok czasu. :-((

Kiedy Nela miała mieć zakładaną rurkę, lekarze, którzy ze mną rozmawiali chwilę przed, uprzedzali, że to leczenie na wiele miesięcy... myślę, że wiedzieli, że potrwa to znacznie dłużej, ale nie chcieli mnie wtedy "przerażać"... wtedy niewiele rozumiałam z tego co do mnie mówili, choć widziałam, że są przejęci, ża rozmawiają ze mną inaczej, że dzieje się coś poważnego, nie docierało do mnie, że to naprawdę nie będzie proste. Pamiętam kilka dni potem sugestie kolejnego lekarza, żebym zrezygnowała z pracy, że to nie będzie możliwe (wtedy przez cztery tygodnie biegałam ze szpitala do pracy i z pracy do szpitala), też nie chciałam w to uwierzyć. Myślałam sobie "jak to... przecież chcą nas wysłać do innego szpitala, do specjalisty, który miał nam pomóc, który miał pomóc Neli, przecież to nie potrwa długo..." oj, jak bardzo się myliłam. Potem dowiedziałam się, że powinnam się postarać dla Neli o orzeczenie niepełnosprawności... "jak to... Nela niepełnosprawna, przecież to zdrowa, energiczna dziewczynka..."

I tak naprawdę jest, ale nie będę się powtarzać, bo już pisałam, że Nela to prawdziwa iskierka. Przebywając z Nią nie można być smutnym, zgniewanym, poirytowanym, przy Niej wszystkie złe nastroje znikają, a to co dzieje się wokół staje się mniej ważne. Liczy się tylko tu i teraz, Jej uśmiech, Jej radość na twarzy, Jej megapozytywne nastawienie do świata i ludzi.

O mnie

Moje zdjęcie
To dopiero będzie jazda...