wtorek, 2 grudnia 2008

Przyszłość, przeszłość, teraźniejszośc

Uświadomiłam sobie kilka dni temu, że zanim pozbędziemy się rurki (w co w końcu cały czas wierzę!) minie jeszcze conajmniej rok :-(. Bo przecież sama operacja nastąpi pewnie nie wcześniej niż kwiecień-maj, a to dopiero pierwszy etap. Drugi, czyli samo usunięcie rurki (fachowo nazywa się to dekaniulacją) nastąpi po kolejnych 4-6 miesiącach... co daje nam razem conajmniej rok czasu. :-((

Kiedy Nela miała mieć zakładaną rurkę, lekarze, którzy ze mną rozmawiali chwilę przed, uprzedzali, że to leczenie na wiele miesięcy... myślę, że wiedzieli, że potrwa to znacznie dłużej, ale nie chcieli mnie wtedy "przerażać"... wtedy niewiele rozumiałam z tego co do mnie mówili, choć widziałam, że są przejęci, ża rozmawiają ze mną inaczej, że dzieje się coś poważnego, nie docierało do mnie, że to naprawdę nie będzie proste. Pamiętam kilka dni potem sugestie kolejnego lekarza, żebym zrezygnowała z pracy, że to nie będzie możliwe (wtedy przez cztery tygodnie biegałam ze szpitala do pracy i z pracy do szpitala), też nie chciałam w to uwierzyć. Myślałam sobie "jak to... przecież chcą nas wysłać do innego szpitala, do specjalisty, który miał nam pomóc, który miał pomóc Neli, przecież to nie potrwa długo..." oj, jak bardzo się myliłam. Potem dowiedziałam się, że powinnam się postarać dla Neli o orzeczenie niepełnosprawności... "jak to... Nela niepełnosprawna, przecież to zdrowa, energiczna dziewczynka..."

I tak naprawdę jest, ale nie będę się powtarzać, bo już pisałam, że Nela to prawdziwa iskierka. Przebywając z Nią nie można być smutnym, zgniewanym, poirytowanym, przy Niej wszystkie złe nastroje znikają, a to co dzieje się wokół staje się mniej ważne. Liczy się tylko tu i teraz, Jej uśmiech, Jej radość na twarzy, Jej megapozytywne nastawienie do świata i ludzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie

Moje zdjęcie
To dopiero będzie jazda...